Piracenie czy kupno?

Pytanie jak w tytule do dziś pewnie zadaje sobie spora społeczność graczy, niekoniecznie w Polsce ale i w reszcie świata.

Piracenie w Polsce w latach 90 i pierwszych dwutysięcznych było wręcz nagminne. Głównym powodem była po prostu ekonomia. Dzisiejsze firmy tworzące lub dystrybuujące gry zaczynały od sprowadzania i sprzedawania pirackich gier. Trzeba też jednak przyznać iż były to czasy kiedy istniały wersje demo dla zwykłych użytkowników. Obecnie takowe ogrywane są w kontrolowanych warunkach przez przedstawicieli medialnych (często jednym efektem takowych pokazów bywają słowne recenzje).

Dziś wersje demo to rzadkość i zazwyczaj dotyczą jakiś gier tworzonych przez dopiero wybijające się studia lub pojedynczych twórców. Nie dotyczy to jednak gier wielkich twórców.

No i właśnie, możliwość zobaczenia gry to pokazy gameplayu, zazwyczaj ciekawego wycinka przez twórców gry odbywa się na pokazach albo na YouTube lub innych platformach. Jest to jednak mocno wątpliwa zachęta do kupna. Skrypty, szczegóły, elementy rozgrywki, mogą być zwyczajne zafałszowane.

Kiedy tytuł już wyjdzie, jest możliwość obejrzenia gameplayu u jakiegoś youtubera, tu jednak nie mogąc sami doświadczyć gry mamy również zafałszowany w jakiś sposób obraz gry. W takim przypadku chyba tylko jedynie bardzo filmowe gry jak Death Stranding albo The last of us byłyby warte oglądania dla samej gry. Z kupnem już trochę gorzej.

Jeśli mamy do czynienia z grą bardziej filmową, to niestety ale wielu graczy stwierdzi że zwyczajnie obejrzy jakiś walkthrough z gry niż kupi i będzie grała samemu (wszak gry nie przewiniesz).

Co do reszty gier to jest spora część osób które piracą na zasadzie, ,spiracę grę zobaczę czy mi pasuje, czy warta kupienia i kupię albo nie’’ . Jest to według mnie dość dobre podejście, nikt tu nie traci. Gracz kasy na grę która mu się nie spodoba, twórca dostanie kasę za stworzoną grę. Przy czym są tu pewne złe strony owego podejścia.

Są też gry których twórcy nie mają nic przeciwko piraceniu, stało się tak choćby z Wiedźminem 3. Jest tu też pewien specyficzny przypadek z grą Minecraft gdzie twórca serii Notch podszedł do tego tak jak opisałem akapit wyżej, ale potem Minecraft dostał się w ręce Microsoftu który piratów lubi zwalczać. Cóż, z tego co pamiętam Microsoft odpuścił ale wkrótce powstały niepirackie inne wersje Mc spod ich szyldu gdzie często bywają traktowani lepiej niż użytkownicy wersji java.

Sądzę że spiracenie gry od czasu do czasu to jeszcze nie jest jakaś wielka zbrodnia, tym bardziej że pozwala to zaoszczędzić grosza na kupnie czegoś w ciemno. Gorzej jeśli piracenie gier stanowi u kogoś jedyne źródło nowych tytułów.

A co Wy sądzicie, czy lepiej kupować, piracić czy może zachować jakiś złoty środek?