Felieton nr 3

Oglądając stare dokumenty, kilka filmików ze współczesnego społeczeństwa, mając refleksje na temat własnego życia i życia ludzi w moim otoczeniu na przestrzeni lat oraz przeszłości zastanawiam się czy potrafimy jeszcze żyć.

Mam tu na myśli to iż obecnie wielu ludzi woli przetracić swój czas na jakiekolwiek głupoty, siedząc w domu, zamartwiając się wyolbrzymionymi zazwyczaj problemami. Zamiast działać nie robiąc nic istotnego. Widać u wielu po prostu życiową nudę.

Zastanawia mnie czy winne tu jest wydłużenie się średniej życia. Ileż to przypadków pokazuje że kiedy dowiadujemy się iż za te kilka miesięcy lub lat umrzemy z powodu np. raka i nagle realizujemy wszystkie możliwe do realizacji marzenia, albo po prostu podejmujemy działania których dotychczas obawialiśmy się podjąć. Sądzę iż dawniejsze krótsze życie mogło wpływać na percepcję życiową ludzi. Jeśli masz do przeżycia te 50 lat, przy czym w pełnym zdrowiu około 35 to tym bardziej jesteś skłonny by zrobić cokolwiek nawet jeśli żyjesz sobie dostatnio.

Być może winne takiego stanu rzeczy jest ogólna poprawa stanu życiowego większości ludzi. O pracę jest dość łatwo, pracownik ma swoje prawa, ubezpieczenia itd. . Nie ma sytuacji by człowiek przyparty do muru przez życie robił cokolwiek nieprzeciętnego.

Być może winna jest tu powszechna świadomość ,nie wychylaj się’’ to unikniesz stresu i problemów. I to wielu ludziom wystarcza. Schemat na całe życie: praca, dom, potem jeszcze dzieci i raz na 2 lata jakieś wczasy i tak w zasadzie całe życie. Protesty? A po co? Działalność publiczna - lepiej nie , poświęcenie nauce - są mądrzejsi itd. Znajomi owszem, przyjaciele - po co?

Ta ostatnia kwestia daje do myślenia jako mniejszą empatię współczesnych ludzi, stonowane emocje, brak żywiołowości kierowania się nimi. Jest to według mnie także efekt braku odpowiedzialności, nie nauczeniu jej się a w związku z tym unikania brania odpowiedzialności za cokolwiek.

Nie wiem, co odpowiada tak do końca za owy stan rzeczy, ale dziś by być ,sławnym’’ wystarczy seria debilnych filmików. By wcisnąć prawie każdy kit wystarczy być youtuberem po szkoleniu PR i sztuczek manipulacyjnych. By zostać uznaną śpiewaczką wystarczy spora ilość pochlebnych wzmianek a potem wyżebranie rekomendacji (tym razem prawdziwych) , odnoszę się tu do pewnej polskiej śpiewaczki której kariera okazała się fikcją - ale funkcjonuje nadal. Nikt na te i inne działania w tym rządu nie reaguje, jak bezwolne owce lepiej siedzieć w domu z innymi kontaktować się na odległość.

A jak Wam się to widzi, czy faktycznie ludzie stracili jako społeczeństwo tę chęć działania, umiejętność prawdziwego życia na codzień?