Epidemia Koronawirusa- fakty

PANDEMIA CZYLI TRAGEDIA W WIELU AKTACH

No tak. Mamy rok 2020, pandemię koronawirusa, obostrzenia, utrudnienia, żyjemy w zagrożeniu i pośród najrozmaitszych obostrzeń. I pośród ogromnej masy ideologicznej i ekonomicznej dezinformacji. Dezinformacji, na którą łatwo się nabrać nie mając szerokiej wiedzy medycznej. (Zresztą nawet posiadanie takiej wiedzy nie oznacza doskonałego poznania tajników działania choroby i zapobiegania im). Poproszony o napisanie artykułu debunkującego popularne dezinformacje i teorie spiskowe dotyczące spraw związanych z pandemią tak naprawdę nie wiedziałem, od czego zacząć, bo temat jest ogromny. Zacznę więc od najszerzej chyba rozpowszechnionego poglądu- poglądu, że maseczki są zbędne*1 i ludzie „logicznie myślący” nie powinni „nabierać” się na „propagandę”, która ich noszenie promuje

*1- ew. są masońskim spiskiem depopulacyjnym

AKT I
ANTYMASECZKOWCY

  1. Po co w ogóle nosić maseczki? Przecież nie chronią przed wirusem i nawet Szumowski i WHO o tym mówili?

No to najpierw odpowiedzmy na pytanie: jak w ogóle działa maseczka „chirurgiczna”- bo to o noszeniu takich maseczek mówimy

Przede wszystkim- celem maseczki chirurgicznej nie jest zapobieganie zarażeniu się od osoby chorej, lecz zapobiegnięcie zarażeniu innej osoby przez osobę chorą (także bezobjawowo). Ale o tym zapewne wszyscy słyszeliśmy. Jak to działa? Dlaczego na pozór zdrowa osoba może zarazić osobę naprawdę zdrową? Skoro maseczka nie chroni przed zakażeniem osoby zdrowej, to jak ma zatrzymywać wirusy przed przejściem przez taką samą maseczkę na twarzy chorego skoro to ta sama maseczka?

Jak rozprzestrzenia się wirus?

Wirus zasadniczo rozprzestrzenia się drogą kropelkową, tzn. w kropelkach wody, np. śliny, która opuszcza w różny sposób (np. poprzez kaszel, kichanie) drogi oddechowe „gospodarza”- czyli osoby zarażonej. Może również przetrwać przez kilka dni na powierzchniach takich jak np. ubrania, meble czy niesławne przyciski w windzie. Wszystko, czego potrzebuje do rozpoczęcia infekcji to od tego momentu dostanie się do dróg oddechowych. Najłatwiej mu po prostu trafić tam wprost z płuc/gardła np. osoby kaszlącej w drobnych kropelkach wykasłanej wody. Może np. osiąść na wargach i znaleźć się na języku, gdy ktoś się obliże, trafić bezpośrednio do otwartych ust lub nosa. Wirus na powierzchniach łatwo przeniknie z dłoni na usta, gdy ktoś np. ziewając zakryje usta dłonią. Mając tę wiedzę możemy przejść do konkluzji o środkach zapobiegania rozpowszechnianiu się wirusa:

  1. Mycie czy dezynfekcja rąk likwiduje wirusa, który mógł się na nich znaleźć poprzez dotknięcie skażonej powierzchni.

  2. Unikanie dotykania ust czy nosa zapobiega dostaniu się wirusa do ust.

  3. Dezynfekcja klamek, czy innych często dotykanych obiektów niszczy wirusa który może się na nich znajdować.

  4. Noszenie rękawiczek w supermarketach- ten sam powód

  5. No i maseczki. Tak znienawidzone przez rosnącą część społeczeństwa z uwagi na swoją „niewygodność”. I niezrozumienie mechanizmu ich działania. Jak maseczki utrudniają wirusowi drogę od gospodarza do potencjalnej ofiary?

  6. Szybkość- maseczka chirurgiczna obniża prędkość przepływu powietrza nawet 10-krotnie. Policzmy. Przy kichnięciu wytworzona mgiełka pokonuje dystans 60cm z prędkością 4.5 m/s, tj. 16,2 km/h. Łatwo policzyć, że maseczka może obniżyć tę wartość do ok. 1,6 km/h. To znacząca różnica. Przy tej okazji możemy też zauważyć sens zachowywania dystansu 1.5m.

  7. Ilość- maseczka chirurgiczna zablokuje cząstki śliny, kropelki wody czy duże cząstki w powietrzu. Tutaj kluczowe są właśnie kropelki śliny. Maseczko noszona przez osobę zdrową co prawda je zatrzyma, jednak po kilku godzinach maseczka „przemoknie” i wirus znajdzie się w kontakcie z ustami. Jednak kropelki zatrzymane przez maseczkę już „na twarzy” osoby kichającej nie mają jak dostać się do maseczki osoby zdrowej i dalej. Pamiętajmy, że wirus rozprzestrzenia się drogą kropelkową, a nie powietrzem! Nie potrafi sam „latać”!

Maseczka wykonana z tkaniny także zablokuje kropelki u osoby kichającej.

Jak osoby zdrowe mogą zarazić innych skoro nie mają objawów? Przecież nie kaszlą, nie kichają…?

Teoretycznie nie. Natomiast w praktyce każdy ma jakąś alergię, przez którą może raz czy dwa kichnąć np. przy jakimś produkcie w supermarkecie. Może zostać podrażniony np. zapachem jakiegoś środka chemicznego. Pyłkiem kwiatu. Może zakasłać gdy np. nagle wyjdzie na chłodne powietrze. Nawdycha się jakiegoś dymu. Osoby paląca papierosy kaszlą często, gdy ich organizm desperacko stara się usunąć zalegające w ich płucach substancje szkodliwe. Prz mówieniu też wyrzucamy z siebie pewną ilość kropelek, co jest zagrożeniem w dużym zagęszczeniu ludzi. Nie trzeba być chorym, by móc kogoś zarazić. Nie wiemy, kiedy kaszlniemy czy kichniemy. Albo dostaniemy ataku czkawki. A maseczki chronią osoby, które są narażone na śmierć z powodu koronawirusa. Co jest lepsze? Przecierpienie kilku godzin w maseczce czy zabicie kogoś?

Ekspert z internetu w komentarzu: Hahaha, dobre, ale po co mam nosić te maseczki skoro na koronawirusa tak naprawdę nikt nie umarł. Wszyscy umierają z powodu chorób współistniejących. Pewnie jak kogoś przejedzie samochód i ma koronawirusa to też wpiszą jako przyczynę zgonu koronawirusa z chorobą współistniejącą, nie? XDDDDDD

Na to jest jedna odpowiedź.

Wyobraźmy sobie pana X. Pan X przez wiele lat pracował przy azbeście. W styczniu 2020 roku z powodu bólu w klatce piersiowej. Zdiagnozowano u niego międzybłoniaka opłucnej. Niestety, rokowanie było niepomyślne. Po ciężkiej walce z chorobą zmarł w listopadzie 2020 roku.

Teraz wyobraźmy sobie tego samego pana X, którego żona napotyka w czerwcu naszego eksperta. Ekspert akurat sobie kicha z powodu jakiejś drobnej reakcji na któryś z produktów. Żona nieświadoma zagrożenia wraca do domu, do męża. Przechodzi zakażenie bezobjawowo, ale zaraża męża, który w ciężkim stanie trafia do szpitala. Wycieńczony organizm z uszkodzonymi płucami nie ma szans. Pan X umiera w czerwcu 2020 roku. O 5 miesięcy wcześniej.

Pan ekspert powie, że to nie ma znaczenia. Że to międzybłoniak go w sumie zabił, a nie wirus. Nie ma dla niego znaczenia te 5 miesięcy, bo ma przed sobą całe życie.

A Pan X umarł sam, na OIOM-ie. Nie w hospicjum czy w domu, gdzie do końca mogła z nim być żona i dzieci. Nie miał czasu pożegnać się z rodziną, dokończyć swoich spraw. Dla osób zdrowych kilka miesięcy wydaje się być niczym. Dla ciężko chorych jest całym pozostałym życiem.

Dodam jeszcze coś. Jestem studentem medycyny. Byłem w wakacje na praktykach w szpitalu. Widziałem, że koronawirus może bardzo wyniszczyć nawet na pozór zdrowego człowieka. Mam też dużą rodzinę, która często mówi mi o różnych medycznych przypadkach. Ostatnio ktoś (nie pamiętam dokładnie kto, przepraszam) mówił mi o swojej znajomej, która przeszła koronawirusa bardzo ciężko i nikomu tego nie życzy. I ta osoba nie rozumie, jak ktoś może mówić, że wirus nie istnieje czy jest niegroźny.

Niestety, oprócz epidemii koronawirusa mamy też epidemię egoizmu.

Źródła:

Krzystyniak, Krzysztof. KORONAWIRUS - COVID-19, MERS, SARS - epidemiologia, leczenie, profilaktyka. Red. . Warszawa: Medyk, 2020, 72 s. ISBN 978-83-64045-94-3

Tang JW, Nicolle AD, Klettner CA, et al. Airflow dynamics of human jets: sneezing and breathing - potential sources of infectious aerosols. PLoS One. 2013;8(4):e59970. doi:10.1371/journal.pone.0059970

Choroby wewnętrzne. Podręcznik akademicki. Tom 1-2. Red. Kokot, Franciszek. Warszawa: PZWL Wydawnictwo Lekarskie, 2004, 1608 s. ISBN 83-200-3368-3

3polubienia